Analizy

Niemcy: zamrożenie ceny CO2 w „krajowym ETS2” na 2027 rok

15 października Bundestag przyjął nowelizację ustawy o handlu uprawnieniami do emisji związanymi ze spalaniem paliw (Brennstoffemissionshandelsgesetz, BEHG), która utrzymuje w 2027 r. aktualnie obowiązujący przedział cen CO2 (55–65 euro za tonę CO2) w krajowym mechanizmie odpłatności za wydzielanie dwutlenku węgla w sektorach nieobjętych systemem EU ETS, czyli zwłaszcza w transporcie oraz użytkowaniu budynków. Rząd zdecydował się na tę zmianę z powodu odroczenia przez UE wejścia w życie ETS2 z 2027 na 2028 r. oraz chęci zapobieżenia dotkliwej podwyżce cen. Opłata podnosi obecnie ceny paliw transportowych i grzewczych o 8–11%.

Krajowy system handlu uprawnieniami do emisji (Nationales Emissionshandelssystem, nEHS) przyjęto w RFN w 2019 r., a zaczął działać dwa lata później. Cena emisji tony CO2 w nEHS w pierwszych latach funkcjonowania była ustalana ustawowo i wynosiła początkowo 25 euro. W kolejnych stopniowo ją podnoszono – aż do 55 euro w 2025 r. Dopiero od br. cenę emisji kształtuje rynek, jednak w ograniczonym przez ustawodawcę przedziale od 55 do 65 euro. W praktyce uprawnienia, ze względu na ich niedobór względem popytu, wyceniane są na aukcjach po 65 euro. Przekłada się to obecnie na wzrost ceny benzyny o 15,6 centa za litr (+8% względem aktualnej ceny bez opłaty), oleju napędowego o 17,4 centa za litr (+8%), oleju opałowego o 17,4 centa za litr (+11%), a gazu ziemnego o 1,2 centa/kWh (+10%). W pierwotnym zamyśle nEHS miał w 2027 r. zostać zastąpiony przez unijny system ETS2. Na wypadek odroczenia jego uruchomienia dotychczasowa ustawa przewidywała powiązanie cen emisji w krajowym mechanizmie z tymi obowiązującymi w EU ETS.

Berlin pozostaje zwolennikiem wdrożenia ETS2, a w niemieckich kręgach politycznych i eksperckich nie ma świadomości, że negatywne następstwa funkcjonowania tego mechanizmu mogą stać się poważnym problemem polityczno-społecznym także w samych Niemczech.

Komentarz

  • Bezpośrednią przyczyną nowelizacji jest decyzja UE o przesunięciu daty wejścia ETS2 w życie z 2027 na 2028 r., co nie było po myśli Berlina. Niemiecki nEHS był od początku projektowany tak, żeby w 2027 r. płynnie przejść w unijny odpowiednik, a RFN była i wciąż jest jednym z głównych orędowników tego rozwiązania w UE. Z perspektywy tamtejszych elit polityczno-biznesowych uruchomienie ETS2 jako jednolitego systemu dla wszystkich państw członkowskich UE oznacza przede wszystkim wyrównanie obciążeń (w wielu krajach wspólnoty opłaty za emisję CO2 są niższe niż w RFN lub nie ma ich wcale) oraz zwiększenie bodźców cenowych do stawiania na zielone technologie. Odroczenie ETS2 wymusiło zmianę regulacji dotyczących nEHS na 2027 r. – dotychczas obowiązujące przepisy w momencie ich przyjęcia na początku 2025 r. nie stanowiły przedmiotu pogłębionej debaty. W Berlinie dominowało wtedy przekonanie, że ETS2 zostanie uruchomiony w zakładanym terminie.
  • Decyzja o zamrożeniu ceny w nEHS zapobiega jej prognozowanemu dotkliwemu wzrostowi w przyszłym roku – z obecnie de facto 65 euro do ok. 85 euro za tonę CO2. Oznaczałoby to dodatkowy wzrost cen benzyny, oleju napędowego, oleju opałowego czy gazu ziemnego w okresie i tak już rekordowych cen spowodowanych kryzysem na rynku paliw po wybuchu wojny w Iranie na początku br. Decyzja koalicji CDU/CSU–SPD o zamrożeniu ceny w nEHS na 2027 r. zapadła wprawdzie już jesienią ub.r., lecz w realiach aktualnego kryzysu zapobieżenie dodatkowym podwyżkom stało się polityczną koniecznością. Z niemieckiej perspektywy skokowy wzrost krajowej opłaty za emisję CO2 w roku poprzedzającym planowane uruchomienie ETS2 byłby tym bardziej bezzasadny, że spodziewana początkowa cena emisji w unijnym systemie wskutek ostatnich reform (m.in. rezerwy stabilności rynkowej, MSR) najprawdopodobniej ukształtuje się poniżej ceny odnotowywanej obecnie w RFN. Dla niemieckich odbiorców – przynajmniej na początku – uruchomienie ETS2 przyniesie więc obniżkę, a nie podwyżkę cen paliw.
  • Mechanizm odpłatności za emisję CO2 w sektorach transportu i użytkowania budynków zyskał wśród niemieckich elit polityczno-biznesowych i eksperckich status niepodważalnego elementu Energiewende. Z jednej strony poprawia konkurencyjność zielonych technologii względem tych opartych na paliwach kopalnych, a z drugiej – gwarantuje znaczne wpływy (16 mld euro w 2025 r.) do budżetu Funduszu Klimatu i Transformacji, z którego finansowane są różne programy dopłat wpisujące się w proces dekarbonizacji. Nawet w obliczu rekordowych cen paliw w tym roku oraz społecznej presji na polityczne działania osłonowe ani partie rządzące CDU, CSU i SPD, ani główne zrzeszenia biznesowe nie postulowały zawieszenia bądź nawet złagodzenia nEHS. Wśród chadeków pojawiły się wprawdzie pojedyncze głosy za obniżeniem ceny CO2 w niemieckim systemie, lecz nie wpłynęły one na stanowisko partii. Ugrupowaniem konsekwentnie domagającym się zniesienia nEHS jest AfD, która w całości odrzuca politykę klimatyczną i transformację energetyczną.
  • W niemieckiej debacie ryzyka społeczne związane z długofalowymi konsekwencjami działania ETS2 pozostają zaskakująco rzadko poruszanym zagadnieniem. Wśród wielu przedstawicieli niemieckich elit rządzących, branżowych czy eksperckich brakuje świadomości, że negatywne następstwa funkcjonowania tego mechanizmu mogą stać się poważnym problemem polityczno-społecznym nie tylko w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, lecz także w samych Niemczech.