Mołdawia: fundusz konwergencji zamiast planu reintegracji
Mołdawski wicepremier ds. reintegracji Valeriu Chiveri zapowiedział 11 lutego utworzenie tzw. funduszu konwergencji, który ma być zasilany ze środków pochodzących od partnerów międzynarodowych (szczególnie UE i państw członkowskich) oraz funduszy krajowych (opłat celnych i podatków uiszczanych przez działające na terenie tzw. lewobrzeża przedsiębiorstwa). Zgromadzone środki mają pozwolić na finansowanie projektów infrastrukturalnych i społecznych na terenie Naddniestrza. Inwestycje te realizowane mają być we współpracy bezpośrednio z beneficjentami (np. władzami lokalnymi), z pominięciem nieuznawanych władz w Tyraspolu. Ich celem jest stopniowa reintegracja zbuntowanej, pozostającej de facto rosyjskim protektoratem lewobrzeżnej prowincji z resztą kraju.
Zapowiadany fundusz konwergencji ma symbolicznie zademonstrować, szczególnie partnerom w UE, że Kiszyniów podejmuje działania na rzecz rozwiązania problemu naddniestrzańskiego (jest to ważne w kontekście trwających negocjacji akcesyjnych). W rzeczywistości rząd mołdawski nie tylko nie traktuje reintegracji jako priorytetu, lecz także wydaje się nie przygotowywać na prawdopodobne załamanie gospodarcze Naddniestrza i mogącą z tego wynikać konieczność wymuszonego zjednoczenia.
Komentarz
- Fundusz konwergencji nie stanowi elementu kompleksowego planu reintegracji Mołdawii, ale ma pozwolić władzom na odparcie zarzutów o brak działań na rzecz zjednoczenia kraju. Partnerzy, przede wszystkim UE, oczekują od Kiszyniowa stworzenia dokumentu przedstawiającego konkretne działania wraz z ich harmonogramem. Formalnie Mołdawia – od 2022 r. mająca status kandydata do członkostwa w UE i od 2024 r. prowadząca negocjacje akcesyjne – może przystąpić do UE nawet bez uprzedniego rozwiązania kwestii separatyzmu, lecz taki scenariusz Bruksela uznaje za niepożądany. Kiszyniów z kolei, choć sygnalizuje pracę nad planem, w istocie nie traktuje reintegracji jako kwestii priorytetowej. Wynika to z braku woli politycznej oraz ograniczonych zasobów finansowych i kadrowych, a także ze skupienia się obecnie przede wszystkim na harmonizacji prawa krajowego z acquis oraz niezbędnych do akcesji reformach.
- Kiszyniów nie wydaje się przygotowany na scenariusz przyspieszonej, wymuszonej reintegracji. Może do niej doprowadzić – niewykluczone że w ciągu najbliższych miesięcy – załamanie gospodarcze i finansowe Naddniestrza. Region ten przeżywa najpoważniejszy kryzys ekonomiczny od czasów wojny z 1992 r. W związku ze wstrzymaniem na początku 2025 r. bezpośrednich dostaw darmowego rosyjskiego gazu (co było skutkiem wygaśnięcia rosyjsko-ukraińskiego kontraktu tranzytowego) region cierpi na permanentny niedobór tego surowca (zob. Kryzys gazowy w Naddniestrzu narzędziem politycznym Moskwy). Choć Rosja wciąż zaopatruje go w błękitne paliwo, współpracując w tym celu z węgierską spółką MET, to trafiające na lewy brzeg wolumeny (ok. 30–50% tych sprzed 2025 r.) są niewystarczające do normalnego funkcjonowania lokalnej gospodarki. Co więcej, dostawy realizowane są z przerwami, gdyż Moskwa regularnie spóźnia się z regulowaniem płatności dla pośredników. Zmusza to Tyraspol do racjonowania gazu oraz prowadzi do regularnych lokalnych blackoutów. W sytuacji niedoboru gazu zasilająca region elektrownia Mołdawska GRES zmuszana jest do przechodzenia na alternatywne źródła zasilania (antracyt), co często prowadzi do awarii. W efekcie naddniestrzańska gospodarka skurczyła się w 2025 r. o ok. 18%, a produkcja przemysłowa regionu spadła o ponad 30%. W lutym br., wobec gwałtownego załamania dochodów budżetowych, lokalne władze musiały sięgnąć po środki z funduszy celowych, by wypłacić pensje w sektorze publicznym.
- Kiszyniów postrzega fundusz konwergencji jako instrument budowania soft power w separatystycznym regionie. Trudno jednak sobie wyobrazić, jak w rzeczywistości planowane projekty będą realizowane – kontrolowane przez Moskwę władze najprawdopodobniej nie zezwolą na bezpośrednią współpracę między Kiszyniowem a lokalnymi beneficjentami. Dodatkowo będą krytykowały prozachodni rząd i prezydent Maię Sandu za ściąganie opłat celnych i podatkowych od lokalnych podmiotów gospodarczych.