Kryzys wokół Iranu – wojna na wielu frontach
Od 28 lutego bieżącego roku trwa konflikt zbrojny między USA i Izraelem a Iranem. Zarówno działania militarne, jak i presja na destabilizację systemu irańskiego okazały się niewystarczające do osiągnięcia zakładanych celów. W kolejnych miesiącach ciężar konfliktu przeniósł się na walkę o kontrolę nad cieśniną Ormuz i – szerzej – na gospodarcze wyczerpanie Iranu, jak też USA. Jednocześnie rośnie znaczenie konfliktów lokalnych – w Libanie, Iraku i Jemenie – oraz waga pogłębiającego się kryzysu porządku regionalnego. Jest to efekt celowych działań podejmowanych przez rywali, a także narastających napięć lokalnych. W obecnych warunkach polityczne rozwiązanie kryzysu, a nawet jego względna stabilizacja są mało prawdopodobne. W najbliższych tygodniach i miesiącach na dynamikę wydarzeń największy wpływ będą miały zapewne konflikty w regionie (Jemen, Irak) oraz sytuacja okołowyborcza w USA i Izraelu.
Impas militarny
38 dni ataków powietrznych na Iran (28 lutego – 7 kwietnia) pokazały, że USA i Izrael mają ograniczone możliwości rozstrzygnięcia konfliktu przyjętymi metodami militarnymi: uderzenia powietrzne są niewystarczające, zaś koszty – zwłaszcza polityczne – przedłużającej się wojny zbyt wysokie. Chybione okazały się też kalkulacje na złamanie Iranu, związane z fizyczną likwidacją politycznego i wojskowego kierownictwa państwa, niszczeniem infrastruktury bezpieczeństwa wewnętrznego oraz degradacją potencjału militarnego. Na militarne pokonanie przeciwnika nie ma szans również zdecydowanie słabszy Iran, stąd jego działania miały podnieść koszty operacji i zmęczyć wroga. Irańskie ataki wojskowe na cele amerykańskie oraz państw Zatoki Perskiej były starannie skalowane, tak by kontrolować dynamikę konfliktu.
Od czasu wejścia w życie 8 kwietnia zawieszenia broni wielokrotnie dochodziło do wzajemnych ataków, miały one jednak inny niż w pierwszych tygodniach – zdecydowanie ograniczony – charakter i skalę. Od kwietnia siły irańskie atakowały bazy amerykańskie w regionie, okręty US Navy oraz statki przechodzące przez cieśninę Ormuz, relatywnie rzadko infrastrukturę krytyczną w państwach regionu. USA z kolei prowadziły ataki (w tym intensywną kampanię nalotów w pierwszej połowie lipca) na cele stricte wojskowe w południowym Iranie oraz siłą zatrzymywały statki łamiące amerykańską blokadę. Zarówno USA, jak i Iran traktowały – i traktują – uderzenia militarne jako likwidację bezpośrednich zagrożeń dla działań własnych w rejonie cieśniny oraz działania odwetowe wobec ataków przeciwnika, nie zaś jako drogę do pełnego rozbicia wroga.
Od zakończenia gorącej fazy konfliktu doszło do zaledwie jednorazowych wzajemnych ataków powietrznych między Iranem a Izraelem (8 czerwca). Choć zarówno USA, jak i Iran, wielokrotnie deklarowały gotowość nie tylko do powrotu do działań wojennych, lecz także do znaczącego zaostrzenia i rozszerzenia ich (do czego obie strony mają zgromadzone siły), realizacja tych gróźb jest mało prawdopodobna – nie gwarantuje strategicznego sukcesu, dla obu stron byłaby przy tym niezwykle kosztowna i ryzykowna. Po fiasku irańsko-amerykańskiego porozumienia o zakończeniu działań wojennych i planie normalizacji relacji z 17 czerwca należy zakładać, że polityczne rozwiązanie konfliktu jest również w obecnej sytuacji mało prawdopodobne.
Odporność systemu irańskiego
Kolejnym strategicznym wymiarem konfliktu pozostaje trwanie i stabilność systemu politycznego w Iranie. Dążenie do jego załamania (a co najmniej spowodowania daleko posuniętej erozji) wynika z długofalowej strategii Izraela i USA, wskazywano je jako jeden z celów operacji militarnej. Słabość i kryzys wewnętrzny w Iranie były zarówno przesłanką do ataków (m.in. masowe, krwawo stłumione protesty w styczniu; wcześniej skala infiltracji aparatu bezpieczeństwa przez służby izraelskie pozwalająca na likwidację kluczowych osób w państwie), jak i polem aktywnych działań. Należało do nich – obok likwidacji kierownictwa państwa na czele z liderem Alim Chameneim – zachęcanie do protestów, wsparcie sprzętowe (m.in. środki łączności), stymulowanie powstania zbrojnego (m.in. na terenach kurdyjskich i w Beludżystanie), wreszcie masowe ataki na lokalne struktury bezpieczeństwa oraz na infrastrukturę krytyczną mające prowokować protesty. Ponadto podjęto działania na rzecz rozłamów w elicie (m.in. domniemana próba werbunku byłego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada) oraz dezintegracji systemów dowodzenia. Zarówno kalkulacje, jak i działania okazały się chybione: system skutecznie reagował na zagrożenia, zachował sterowność, utrzymał stabilność wewnętrzną i co najmniej czasowo poszerzył legitymację władz.
Kolejne miesiące upływające od wybuchu wojny wydają się potwierdzać i wzmacniać zarysowane trendy, a tym samym wskazywać na fundamentalne ograniczenia strategicznych założeń USA i Izraela. System polityczny oraz wewnętrzny układ sił w Iranie przechodzą głębokie przewartościowania i płynnie adaptują się do wyzwań. Wyrazem tego były m.in. sprawny proces sukcesji po śmierci Alego Chameneiego (następcą został jego syn Modżtaba, a jego mandat nie jest kwestionowany, mimo że od lutego nie był widziany publicznie) oraz płynność dowodzenia i szybkie przejmowanie stanowisk wojskowych i politycznych po osobach zlikwidowanych przez Izrael.
Ścisła elita rządząca w Iranie pozostaje zróżnicowana i skonfliktowana w wielu istotnych aspektach. Konflikty toczą się między środowiskiem rządowym (prezydent Masud Pezeszkian, a także przewodniczący parlamentu i główny negocjator Mohammad Bagher Ghalibaf), rdzeniem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI – m.in. głównodowodzący Ahmad Wahidi, szef Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohsen Rezaji) oraz częścią duchownych. Dotyczą on m.in. zasadności negocjacji z USA, sporu priorytetów (prymat bezpieczeństwa lub kwestii gospodarczych), rozładowywania lub tłumienia niezadowolenia społecznego. Podziały i spory są poważne, jednak nie naruszają zasadniczej spójności obozu władzy i koncentrują się raczej na taktyce, a nie na pryncypiach. Kolejne miesiące wojny nie wyłoniły żadnej siły opozycyjnej, pogłębiła się zaś dyskredytacja emigracyjnego obozu monarchistycznego.
Jednocześnie swoją pozycję umacnia obóz siłowy (KSRI) kosztem nominalnie nadrzędnej klasy duchownych oraz struktur wyłanianych w koncesjonowanych wyborach (rząd i parlament). Potwierdziły to wszystkie nominacje w kierownictwie państwa przeprowadzone od wybuchu wojny, w tym seria decyzji podjętych na początku sierpnia. Wyrazem tego kierunku ewolucji systemu jest gotowość do ryzykownych wymian ciosów z USA, a także znaczące wzmocnienie kadrowe aparatu bezpieczeństwa wewnętrznego i manifestacyjna gotowość do siłowego tłumienia ewentualnych protestów, wyrażana zarówno retorycznie, jak i przez aresztowania, wysokie wyroki wobec przeciwników oraz spektakularne ćwiczenia.
Obecnie szanse na szybkie wewnętrzne załamanie reżimu należy uznać za minimalne. Jednocześnie Iran – wchodzący w wojnę w sytuacji głębokiego kryzysu gospodarczego i społecznego – doznał poważnych strat gospodarczych, ponosi koszty dalszego prowadzenia wojny i trwa w warunkach coraz ściślejszej blokady gospodarczej. W wymiarze społecznym widoczne jest zmęczenie inflacją (ok. 80%, w przypadku cen żywności nawet 120%), niedoborami na rynku (np. ogromny problem z paliwami, których ceny – poza dotowanym minimum – wzrosły dwukrotnie we wrześniu oraz blackouty – przerwy w dostawach prądu), punktowym bezrobociem (efekt m.in. zniszczeń w bazie przemysłowej). Lokalnie ma dochodzić do protestów oraz – w Kurdystanie i Beludżystanie – ograniczonych starć zbrojnych. W Iranie otwarcie dyskutuje się o zagrożeniu wstrząsami społecznymi, przy czym dla obozu rządowego to sygnał do koncentracji na kwestiach gospodarczych, a dla struktur siłowych powód do zaostrzania kursu. Obecnie mało prawdopodobny wydaje się jednak wybuch mogący zagrozić systemowi.
Gospodarka – główny front wojny na wyczerpanie?
Już w pierwszych dniach konfliktu okazało się, że nie tyle rozbicie sił przeciwnika czy wewnętrzne załamanie wskutek działań wojennych i hybrydowych, ile siła zaplecza gospodarczego i odporność na koszty wojny mogą okazać się czynnikami decydującymi dla zwycięstwa.
W przypadku Iranu przejawem takiego myślenia był silny nacisk na zablokowanie cieśniny Ormuz oraz punktowe niszczenie infrastruktury gospodarczej (w tym energetycznej) w państwach Zatoki Perskiej. Koszty związane z tymi atakami wywołały bardzo silne naciski zarówno państw regionu, jak i globalnej społeczności międzynarodowej oraz niezadowolenie opinii publicznej w USA wywołane negatywnymi skutkami gospodarczymi konfliktu. Doraźnie działania te pozwoliły Teheranowi przetrwać najcięższy okres ataków, a strategicznie zarysowały wizję stałej irańskiej kontroli nad cieśniną i awansu na pozycję niekwestionowanego mocarstwa regionalnego (co sygnalizowało m.in. częściowe uwzględnienie ambicji Iranu w porozumieniu z 17 czerwca).
Strategię tę Iran kontynuuje po załamaniu porozumienia: zbrojnie próbuje m.in. narzucić żeglugę przez swoje wody terytorialne, minuje szlak i atakuje statki łamiące reżim (oraz jednostki US Navy, które próbują je osłaniać), starając się nie tylko pokazać swoją przewagę i czerpać zyski, lecz także uzyskać stały instrument nacisku na państwa Zatoki, USA i światową gospodarkę.
Analogicznie pierwszoplanowym celem USA stało się odblokowanie Ormuzu, a w dalszej kolejności blokada Iranu jako sposób na pokonanie przeciwnika. W ostatnich miesiącach Waszyngton promuje żeglugę z pominięciem irańskich wód terytorialnych i dąży do neutralizacji zagrożeń ze strony Iranu w tym rejonie. Zdecydowana większość operacji wojskowych USA była podporządkowana niszczeniu irańskich środków pozwalających na blokadę (ataki na łodzie, wyrzutnie rakiet, stacje radarowe). USA ogłosiły także całkowite rozminowanie Ormuzu.
W perspektywie ostatnich miesięcy można mówić tu o umiarkowanym sukcesie. Ormuz jest częściowo otwarty (średnio cieśniną przepływa od kilku do kilkunastu statków dziennie tj. 10% stanu przedwojennego, znaczną część eksportu surowców przekierowano na alternatywne trasy[1]). Według trudnych do weryfikacji szacunków większość przepływa szlakiem nakazanym przez USA, a nie przez Iran. Nie jest to jednak sytuacja pozwalająca stwierdzić i prognozować swobodną i bezpieczną nim żeglugę, jak też bezpieczeństwo infrastruktury w państwach Zatoki Perskiej. W szerszym wymiarze czynnikiem wzmacniającym politycznie Iran, a uderzającym w wizerunek USA pozostają problemy na szlaku biegnącym przez Morze Czerwone powodowane przez związanych z Iranem jemeńskich Hutich (zob. niżej).
Presja gospodarcza (egzekwowana m.in. zbrojnie) stała się też najważniejszym obecnie instrumentem nacisku Waszyngtonu na Iran. USA prowadziły własną blokadę irańskiego wybrzeża – zawracając, przejmując lub atakując statki płynące do lub z Iranu. Jest to również wymierny instrument osłabiania potencjału tego państwa – eksport ropy naftowej będącej głównym źródłem dochodów Iranu w efekcie blokady spadł do ok. 10% stanu przedwojennego[2].
Równolegle USA zacieśniają wokół Iranu pętlę sankcyjną rozbudowywaną od lat 80. XX wieku. W ostatnich miesiącach doszło do wielokrotnego rozszerzania list podmiotów objętych dotychczasowymi sankcjami[3]; przełomowym momentem ma być rozpoczęcie Operation Economic Outcast[4] – znacząco rozszerzającej sektory gospodarki irańskiej objęte restrykcjami i wzmacniającej sankcje wtórne wobec podmiotów łamiących je. Co znaczące, polityka ta wydaje się skoordynowana m.in. z ZEA, które równolegle zapowiedziały zerwanie wszelkich kontaktów gospodarczych z Iranem (niezależnie od wojny ZEA pozostają głównym pośrednikiem w operacjach finansowych Iranu), oraz wiążąca dla otoczenia Iranu (m.in. we wrześniu zawieszono większość połączeń lotniczych z Iranem – zrobiły to m.in. Turcja i Irak).
Skuteczność amerykańskiej presji gospodarczej tradycyjnie jest dość powszechnie podawana w wątpliwość – dekady sankcji nie zdołały zmienić polityki Iranu, który okazał się niezwykle skuteczny w adaptacji do wyzwań i omijaniu restrykcji. Również obecnie trudno oczekiwać szybkich efektów. Jednocześnie nie można całkowicie lekceważyć skutków tej presji, zwłaszcza w perspektywie kolejnych miesięcy: gospodarka Iranu jest pogrążona w systemowym kryzysie, kraj poniósł ogromne koszty nalotów amerykańsko-izraelskich (według różnych szacunków 150–270 mld dolarów), blokada i brak inwestycji ograniczają szanse na odbicie gospodarcze (MFW szacuje spadek PKB Iranu o 5,4% w tym roku). Są to okoliczności potęgujące wspomniane napięcia społeczne i w elicie, a co najmniej ograniczające możliwości prowadzenia intensywnego, długotrwałego i rozgrywającego się na wielu teatrach konfliktu.
Fronty zastępcze – Liban, Irak i Jemen
Jednym ze szczególnie istotnych wymiarów konfliktu USA i Izraela z Iranem jest rywalizacja w skali regionalnej, w tym możliwość prowadzenia przez Iran działań zaczepno-obronnych z wykorzystaniem aktorów niepaństwowych, m.in. libańskiego Hezbollahu, jemeńskich Hutich (ściślej Ansar Allah) i milicji irackich. Dla USA, Izraela i wielu państw są to organizacje terrorystyczne bezpośrednio atakujące ich interesy w regionie[5]. Dla Teheranu stanowią one tzw. Oś Oporu, wysuniętą linię obrony, a jednocześnie ośrodki oparcia w regionie.
Każdy z wymienionych podmiotów dysponuje szerokim i trwałym zapleczem społecznym, Hezbollah i Huti mają rozbudowane instytucje, tworząc silne struktury parapaństwowe, i choć wszystkie są powiązane z Iranem, korzystają ze wsparcia Teheranu i podzielają zasadnicze cele strategiczne, pozostają w dużym stopniu samodzielne[6]. Trwająca od 28 lutego wojna jest z jednej strony próbą zniszczenia lub ograniczenia tych organizacji przez USA i Izrael, a tym samym pozbawienia Iranu instrumentów i przyczółków, z drugiej – próbą umocnienia ich i wykorzystania do działań przeciwko sojusznikom przez Iran. Wraz z zakończeniem gorącej fazy konfliktu w Iranie, znacząco wzrosła waga konfliktów na teatrze libańskim, irackim i jemeńskim.
Głównym frontem zastępczym i polem „ofensywy” antyirańskiej pozostaje Liban, a jej celem Hezbollah – najsilniej związany z Iranem, najgroźniejszy dla Izraela i pozostający z nim w ostrym konflikcie. Zakrojone na bezprecedensową skalę działania powietrzne i lądowe Izrael podjął już na początku marca, szybko czyniąc zeń główny front walki z Iranem, trwający niezależnie od wstrzymania działań przeciw Iranowi w kwietniu. Obecnie Izrael kontroluje ok. 10% terytorium Libanu, zajmowanego wcześniej przez Hezbollah.
Militarnym działaniom Izraela towarzyszyła amerykańska dyplomacja, która przeforsowała – bez udziału Hezbollahu – plan pokojowy dla Libanu, zakładający m.in. rozbrojenie Hezbollahu i przejęcie przez siły rządowe kontroli nad terytorium zajmowanym przez niego. Choć założenia kapitulacji Hezbollahu, jak też nadzieje na wyeliminowanie go jako liczącej się siły społeczno-politycznej w Libanie wydają się nierealistyczne, w ciągu kolejnych miesięcy walk poniósł on bardzo poważne straty, jego zdolność odwetu została znacząco ograniczona, a możliwości wsparcia ze strony Iranu zminimalizowane (Iran nie zdecydował się nawet na ostrzały samego Izraela). Obecnie Hezbollah jako aktywny instrument irańskiej polityki odstraszania wydaje się co najmniej czasowo zneutralizowany.
Kolejnym – tym razem stymulowanym przez Iran – frontem pozostaje Irak. Od początku wojny do chwili obecnej proirańskie milicje (lub siły KSRI działające w ich imieniu) m.in. prowadzą systematyczny ostrzał dronowy i rakietowy celów zgodnych z interesem Iranu. Są to m.in. bazy USA w regionie (w Iraku i państwach sąsiednich), placówki dyplomatyczne USA w regionie, infrastruktura krytyczna, w tym energetyczna, w państwach sąsiednich (np. zniszczenie ropociągu Wschód–Zachód w Arabii Saudyjskiej 10 września), a także wiele celów w irackim Kurdystanie (w tym bazy antyirańskich ugrupowań zbrojnych). Mimo uderzeń militarnych okresowo przeprowadzanych przez USA, Izrael i Arabię Saudyjską, nacisków politycznych i gospodarczych oraz zaangażowania władz Iraku (deklarowany proces rozbrojenia milicji, operacje antyterrorystyczne) problem nie został rozwiązany. Dzięki wpływom na milicje irackie Iran ma niemal nieograniczone możliwości atakowania celów w regionie bez ponoszenia politycznej odpowiedzialności za ich działalność.
Sam Irak od blisko dwóch dekad pozostaje polem ścierania się interesów i wpływów USA i Iranu. Od obu jednocześnie uzależniony jest politycznie, gospodarczo i w sferze bezpieczeństwa, trwając w stanie kruchej stabilności politycznej i gospodarczej. Irak należy do państw ponoszących największe koszty blokady Ormuzu; dochody z ropy znajdują się pod kontrolą USA, te zaś okresowo blokowały przelewy do Bagdadu.
Zwłaszcza w ostatnich miesiącach Irak poddany jest silnej presji USA na rzecz rozbrojenia proirańskich milicji oraz stałego zaostrzania sankcji antyirańskich; Waszyngton zabiega o inwestycje w sektor energetyczny i rozwój alternatywnych dla Ormuzu szlaków komunikacyjnych. Teheran z kolei skutecznie broni podporządkowanych sobie milicji (wydłużono termin ich rozbrojenia), kontynuuje presję militarną na powiązany z USA iracki Kurdystan (do końca września mają opuścić go ostatnie siły USA, co zapowiada eskalację napięcia) i próbuje torpedować amerykańskie sankcje.
Miarą powiązań Bagdadu z Waszyngtonem i Teheranem oraz jego podatności na wpływy były m.in. wizyty premiera Iraku w Waszyngtonie i w Teheranie, odbyte w krótkim odstępie czasu (lipiec) oraz wizyty dowódców Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) i Korpusu Qods KSRI (część Korpusu odpowiedzialna za operacje zewnętrzne i hybrydowe) w Bagdadzie w sierpniu. Ryzyka kontynuacji i zaostrzania rywalizacji irańsko-amerykańskiej w Iraku, jak też destabilizacji tego państwa w najbliższej przyszłości pozostają wysokie.
Trzecim – szczególnym – teatrem konfliktu prowadzonego za pośrednictwem podmiotów zastępczych stał się Jemen. Tamtejszy tzw. ruch Huti jest związany z Iranem wieloma głębokimi powiązaniami, ale zachowuje daleko posuniętą niezależność i nie podejmował żadnych działań zbrojnych wspierających Iran od lutego br. W lipcu – w odpowiedzi na atak saudyjski – Huti rozpoczęli ataki na Arabię Saudyjską (cele militarne, porty, rafinerie oraz statki płynące z portów saudyjskich). W początku września przeprowadzili zaś ofensywę w Jemenie, wyparli prosaudyjskie siły, opanowali wybrzeże Morza Czerwonego oraz zapewnili sobie kontrolę nad cieśniną Bab al-Mandab (obok Kanału Sueskiego kluczowy element szlaku łączącego Morze Śródziemne i Ocean Indyjski). Iran zadeklarował wsparcie polityczne dla Hutich, ale odciął się od jakichkolwiek związków i wpływów na sytuację (co nie oznacza braku aktywności KSRI w Jemenie).
Z kolei Stany Zjednoczone, choć są sojusznikiem Arabii Saudyjskiej, zwalczają wpływy irańskie, a w latach 2024–2025 przeprowadziły kilka serii ataków na siły Hutich, obecnie także nie zaangażowały się w konflikt. Technicznie rzecz biorąc, w konflikcie nie uczestniczą zatem ani Iran, ani USA. Konflikt stał się jednak istotnym przedłużeniem wojny w Zatoce Perskiej: uderzenie w Arabię Saudyjską potęguje kryzys na rynkach energetycznych i na kluczowych szlakach handlowych świata, podnosi presję na USA zarówno w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym oraz pogłębia niestabilność w regionie.
Erozja porządku regionalnego
Istotnym wymiarem obecnego konfliktu pozostaje postępująca erozja porządku międzynarodowego w regionie. Kryzys widoczny jest zarówno na poziomie poszczególnych państw, jak i w skali regionalnego systemu bezpieczeństwa.
W kontekście poszczególnych państw – choć trudno obecnie o jednoznaczną ocenę procesu, który przebiega różnie w przypadku każdego kraju – wojna naruszyła zarówno założenia polityki bezpieczeństwa, jak i podstawy rozwoju gospodarczego i będzie wymuszać zmiany. W wymiarze bezpieczeństwa każde państwo Zatoki Perskiej (a szerzej również Bliskiego Wschodu) padło ofiarą ataków ze strony Iranu lub związanych z nim organizacji, mając ograniczone możliwości zabezpieczenia się i skutecznej odpowiedzi. Kilka z nich jest areną przedłużających się konfliktów – otwartych lub hybrydowych – będących konsekwencją wojny z Iranem. Są to m.in. Liban, Jemen, Irak i Arabia Saudyjska.
W części państw Zatoki Perskiej istnieją silne obawy o aktywizację proirańskich grup dywersyjnych i terrorystycznych. W każdym przypadku wymusza to rewizję dotychczasowej polityki bezpieczeństwa. Analogicznie wojna uderzyła w podstawy gospodarki opartej na wydobyciu, przetwórstwie i eksporcie ropy naftowej i gazu ziemnego – to efekt zarówno blokady Ormuzu, jak i zniszczeń infrastruktury. Z wyjątkiem ZEA, wszystkie państwa Zatoki Perskiej we wrześniu eksportowały co najmniej o jedną trzecią surowców mniej niż przed wojną – w przypadku Arabii Saudyjskiej spadek szacowany jest na ok. 45% wartości przedwojennych, zaś w przypadku Kataru, Bahrajnu i oczywiście Iranu spadki wynoszą co najmniej 60–70% (w minionych miesiącach wartości były jeszcze większe).
Niemniej wyraźny jest kryzys systemu bezpieczeństwa regionalnego, od dekad opartego w znacznym stopniu na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa (system formalnych i nieformalnych zobowiązań, obecność baz USA), który nie zapewnił ochrony przed atakami irańskimi. Choć żadne z państw regionu formalnie nie zanegowało współpracy z USA, co więcej próbuje ją pogłębiać (m.in. zwiększone zakupy uzbrojenia), widać jednak frustrację polityką Waszyngtonu oraz próby dywersyfikacji własnego bezpieczeństwa.
Po pierwsze, żadne z państw Zatoki Perskiej otwarcie nie włączyło się w konflikt (choć post factum ujawniono udział ZEA i Arabii Saudyjskiej w odwetowych atakach na Iran), wszystkie naciskały na jego zamrożenie, część z nich (głównie Katar i Oman) pozostaje w ścisłym dialogu z Teheranem.
Po drugie, podjęto szereg działań służących dywersyfikacji bezpieczeństwa regionu. W przypadku ZEA jest to zacieśnienie współpracy z Izraelem, w przypadku Arabii Saudyjskiej umocnienie sojuszu z Pakistanem i zawarcie takiego z Turcją (Pakt Mekkański)[7]. Ponadto pogłębiana jest sektorowa współpraca z państwami UE i Wielką Brytanią oraz podejmowane są próby zacieśnienia współpracy regionalnej (głównie inicjowane przez Rijad również w kontekście Oceanu Indyjskiego).
Działania te zapewne w najbliższej przyszłości nie doprowadzą do stworzenia alternatywnego porządku (np. Pakt Mekkański nie zadziałał w warunkach eskalacji konfliktu z ruchem Huti), są jednak przejawem głębokich przewartościowań w regionie. Należy przy tym zauważyć, że Waszyngton nie wydaje się traktować tego jako zagrożenia swojej pozycji, a raczej jako przejaw mobilizacji partnerów i pożądanej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, która może odciążać USA.
Perspektywy
Konflikt między USA i Izraelem a Iranem ma głęboki i systemowy charakter. W świetle doświadczeń z ostatnich siedmiu miesięcy należy zakładać, że trwałe porozumienie polityczne między stronami jest mało prawdopodobne, a w przypadku Izraela i Iranu, wykluczone. Również szybki powrót do pełnoskalowych działań wojennych (analogicznych do prowadzonych w marcu br.) nie jest przesądzony: zarówno USA, jak i Iran mają świadomość kosztów, ryzyk i ograniczonych szans na szybkie i ostateczne zwycięstwo militarne. Można zakładać, że scenariusza tego będzie unikać szczególnie Waszyngton w perspektywie trudnych dla administracji wyborów do Kongresu (3 listopada), a z tego samego powodu większą skłonność do eskalacji może mieć Teheran.
Wznowienie konfliktu – choć również ryzykowne – może leżeć w interesie Izraela, przy czym znów dużą rolę odgrywają wybory (27 października): wojna mogłaby być korzystna w kampanii wyborczej oraz w procesie tworzenia nowego rządu; pełna neutralizacja Iranu jako czynnika regionalnego należy do stałych priorytetów Izraela.
Nawet w przypadku uniknięcia otwartego konfliktu sytuacja w regionie pozostanie napięta. Utrzymanie choćby częściowej blokady cieśniny Ormuz (efekt wzmocniony przez problemy w Bab al-Mandab), jak też wiarygodnego zagrożenia dla infrastruktury energetycznej państw Zatoki Perskiej jest głównym instrumentem Iranu, którym będzie się posługiwał zależnie od potrzeb. Dotychczasowy przebieg konfliktu wskazuje, że blokada irańska nie może być szczelna i trwała, ale jej negatywny wpływ na rynki światowe (tym bardziej w połączeniu z niszczeniem infrastruktury) pozostanie bardzo poważny.
Za skrajnie mało prawdopodobne w średniej perspektywie należy uznać gruntowną rewizję polityki Teheranu, a tym bardziej załamanie irańskiego systemu. Problemy i napięcia wewnętrzne – zwłaszcza związane z gospodarką, które wzmacnia polityka USA – są poważne, ale konsolidacja elity wokół struktur siłowych zapewne pozwoliłaby zdusić jakiekolwiek protesty lub próby stworzenia alternatywy politycznej. Problemy wewnętrzne zapewne będą się pogłębiać i z czasem mogłyby doprowadzić do wstrząsów wewnętrznych, ale trudno oczekiwać, by przyniosły szybkie, pozytywne i trwałe przełomy w polityce Iranu.
Należy zakładać, że niestabilność w regionie będzie się utrzymywać i pogłębiać. Dotyczy to już trwających konfliktów w Iraku (z naciskiem na problem milicji i spodziewane zaostrzenie sytuacji w Kurdystanie); w Jemenie (zwłaszcza konfliktu Hutich z Arabią Saudyjską); i w Libanie; a także groźby podsycanej przez Iran niestabilności na całym Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w państwach Zatoki Perskiej. Wspomniane kryzysy pozostają w ścisłym związku z konfliktem wokół Iranu, ale każdy z nich jest zasadniczo autonomiczny i rozwija się zgodnie z wewnętrzną logiką.
[1] W drugiej połowie września przewoziły one już około jednej trzeciej stanu przedwojennego ropy – wahania zależą m.in. od obecnej koniunktury politycznej. Por. Crude oil exports via Hormuz at 33.7 million barrels this week, data shows, Reuters, 25.09.2026, reuters.com.
[2] Blockade succeeds where sanctions failed as Iran oil exports stall, Reuters, 1.09.2026, reuters.com.
[3] Recent Actions, OFAC, aktualizacja: 28.09.2026, ofac.treasury.gov.
[4] Treasury Launches Unprecedented Campaign Against Iranian Regime on Economic D-Day, Departament Skarbu USA, 24.08.2026, home.treasury.gov.
[5] USA uznają za terrorystyczne wybrane milicje w Iraku; UE w praktyce jest wrogo nastawiona do nich wszystkich, ale za terrorystyczne uznaje jedynie wojskowe skrzydło Hezbollahu.
[6] Dotyczy to przede wszystkim Hutich, w dużym stopniu Hezbollahu (choć tu bezpośrednia kontrola Iranu miała wzrosnąć po likwidacji kierownictwa organizacji przez Izrael w 2024 r.). Silniejsze przełożenie ma Iran na część milicji szyickich w Iraku, ich siła polityczna jest jednak zdecydowanie mniejsza.
[7] Zob. A. Michalski, K. Strachota, Porozumienie mekkańskie – miękki sojusz Arabii Saudyjskiej, Pakistanu i Turcji, OSW, 12.08.2026, osw.waw.pl.