16 marca premier Turcji Recep Tayyip Erdogan w wywiadzie dla BBC zagroził deportacją 100 tys. obywateli Armenii przebywających nielegalnie w Turcji w charakterze gastarbeiterów. Wypowiedź szefa tureckiego rządu była reakcją na przyjęcie rezolucji uznających ludobójstwo Ormian w 1915 roku przez parlament Szwecji i projekt podobnej rezolucji wypracowanej w Kongresie USA. Doszło do tego między innymi w rezultacie lobbingu wpływowej ormiańskiej diaspory. Efektem przyjęcia rezolucji jest usztywnienie stanowiska Ankary w kwestii normalizacji stosunków turecko-armeńskich.
Wypowiedź Erdogana należy traktować nie jako realną groźbę, lecz wyraz ogromnej frustracji Ankary wywołanej przyjęciem w marcu br. przez komisję spraw zagranicznych Izby Reprezentantów Kongresu USA oraz parlament Szwecji rezolucji uznających rzezie Ormian w Imperium Osmańskim w latach 1915–1923 za akt ludobójstwa. Słowa Erdogana o deportacji spotkały się z ostrą krytyką władz armeńskich, zaś w społeczeństwie przywołały skojarzenia z wydarzeniami 1915 roku. Choć międzynarodowe uznanie rzezi ludności ormiańskiej w osmańskiej Turcji za ludobójstwo pozostaje jednym z priorytetów armeńskiej polityki zagranicznej, podnoszenie tej kwestii obecnie uderza w jeden z najważniejszych celów polityki zagranicznej prezydenta Serża Sarkisjana, którym jest normalizacja relacji z Turcją (nawiązanie stosunków dyplomatycznych i otwarcie granicy). Kwestia ludobójstwa jest tymczasem czynnikiem dodatkowo utrudniającym proces pojednania (główną przeszkodą jest żądanie przez Ankarę wycofania wojsk armeńskich z okupowanych terytoriów azerbejdżańskich wokół Górskiego Karabachu). Uznanie ludobójstwa na arenie międzynarodowej jest lobbowane głównie przez skrajnie antyturecką ormiańską diasporę (USA, Francja, Bliski Wschód itd.). Nie można więc wykluczyć, że celem jej obecnych działań jest storpedowanie procesu turecko-armeńskiego pojednania. <mf>