25 lutego minister obrony Azerbejdżanu Safar Abijew po raz kolejny zagroził, iż jeśli Armenia nie wycofa swoich wojsk z okupowanych terytoriów wokół Górskiego Karabachu, Baku może rozpocząć działania zbrojne. Zaostrzająca się retoryka wojenna świadczy o rosnącej w Azerbejdżanie frustracji w związku z brakiem rezultatów rozmów pokojowych w sprawie Karabachu. Mimo to nie wydaje się, żeby Azerbejdżan skłonny był zaryzykować konflikt z Ormianami na szeroką skalę.
Strona azerbejdżańska (w tym prezydent Ilham Alijew) wielokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy groziła wznowieniem zawieszonych w 1994 roku działań wojennych. Wojenna retoryka jest wyrazem rozczarowania Baku brakiem postępów w toczących się pod egidą Mińskiej Grupy OBWE rozmowach pokojowych. Frustrację podsyca zapoczątkowany w zeszłym roku proces normalizacji stosunków turecko-armeńskich (mimo iż w ostatnim czasie uległ on znacznemu spowolnieniu). Wojownicze wypowiedzi Baku należy traktować przede wszystkim w kategoriach prób wywierania nacisku na Armenię i pośredników w procesie pokojowym. Służą one również mobilizacji społeczeństwa azerbejdżańskiego i odwróceniu jego uwagi od problemów wewnętrznych. Nie wydaje się natomiast, aby Baku rzeczywiście zdecydowało się na wznowienie wojny, proporcje sił stron konfliktu nie dają bowiem Azerbejdżanowi jednoznacznej przewagi, a jednostronna akcja Baku godziłaby w pozycję Rosji w regionie i niosła ryzyko reakcji – m.in. związanej sojuszem z Armenią – Moskwy. Wznowienie działań zbrojnych w Karabachu jest natomiast bardziej prawdopodobne z inspiracji rosyjskiej. Celem Moskwy mogłoby być doprowadzenie do chaosu w regionie (walki w Karabachu, ewentualny zamach stanu w Armenii na tym tle itd.), co mogłoby dać jej pretekst do interwencji zbrojnej pod pozorem wprowadzenia sił rozjemczych. Nie można również wykluczyć prowokowania incydentów zbrojnych na użytek wewnętrzny zarówno przez władze azerbejdżańskie, jak i siły polityczne w Armenii i Karabachu. <mf>