30 stycznia w Ałmaty odbyła się kolejna demonstracja przeciwników ekspansji Chin w Kazachstanie. Reakcja na zapowiedź wydzierżawienia Pekinowi miliona hektarów ziemi uprawnej pokazuje, że polityka Astany, która w ostatnich latach wybrała Chiny na głównego partnera gospodarczego, budzi poważne obawy części społeczeństwa, a nastroje antychińskie stają się elementem rozgrywek politycznych.
Uczestnicy akcji protestacyjnej (szacunkowe dane mówią o tysiącu–2,5 tys. osób) domagali się dymisji premiera Karima Masimowa, który uznawany jest za autora polityki zbliżenia z Chinami oraz rezygnacji z chińskiego kredytu (10 mld USD przyznane w 2009 roku). Bezpośrednią przyczyną demonstracji były oskarżenia, jakie pod adresem niezwykle wpływowego zięcia prezydenta Nazarbajewa – Timura Kulibajewa – wysunął w ub. tygodniu były kazachstański bankier Muchtar Abliazow. Abliazow (obecnie przebywający na emigracji), który toczy wojnę z Kulibajewem, twierdzi, że zięć prezydenta został skorumpowany przez chińskich inwestorów i ma m.in. sprzyjać oddaniu ziemi w dzierżawę Chińczykom. Postawione przez niego zarzuty trafiły na podatny grunt. Na początku grudnia ub.r. zapowiedź możliwości wydzierżawienia ziemi Chinom, o której poinformował prezydent Nursułtan Nazarbajew, wywołała medialną burzę, której towarzyszyła seria protestów. Brak jednoznacznej informacji na temat zasad, na jakich Chińczycy mieliby korzystać z ziemi, dodatkowo zaostrzył sytuację. Reakcja na zapowiedź możliwości oddania ziemi w dzierżawę Pekinowi pokazuje, że dotychczasowa polityka zacieśniania współpracy z potężnym sąsiadem ma w Kazachstanie zdecydowanych oponentów. <wol>