28 kwietnia w Ałmaty odbyło się spotkanie założycieli Funduszu ds. Ochrony Morza Aralskiego - prezydentów Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu, poświęcone koordynacji działań mających na celu ratowanie wysychającego akwenu. Przedstawiane jako sukces spotkanie nie przybliżyło rozbieżnych stanowisk w kwestii wykorzystania zasobów wodnych regionu, było jednak demonstracją rzekomej jedności tych krajów, a także ich zdolności rozwiązywania problemów regionalnych bez pomocy Moskwy.
Zgodnie z założeniami szczyt w Ałmaty miał być poświęcony problemom Morza Aralskiego, którego wysychanie doprowadziło do jednej z największych katastrof ekologicznych na obszarze b. ZSRR. Poważna sprzeczność interesów bogatych w wodę i chcących budować kolejne hydroelektrownie Kirgistanu i Tadżykistanu - krajów, w których zapotrzebowanie na energię elektryczną jest największe zimą - oraz Kazachstanu i Uzbekistanu, którym woda potrzebna jest wiosną i latem do nawadniania pól, groziła zerwaniem rozmów. Ostatecznie prezydenci nie zajęli stanowiska w kwestii gospodarki transgranicznymi zasobami wodnymi, podpisano natomiast ogólnikowy komunikat zapowiadający opracowanie nowego programu współpracy regionalnej na rzecz poprawy sytuacji w regionie Morza Aralskiego oraz aktywizację współpracy z organizacjami międzynarodowymi w tej dziedzinie.
Gospodarka wodna jest stałym źródłem napięć w regionie. Narastające sprzeczności interesów pomiędzy centralnoazjatyckimi republikami spotęgowały w ostatnim czasie sprzeczne deklaracje strony rosyjskiej w kwestii poparcia projektów budowy hydroelektrowni w Kirgistanu i Tadżykistanie. Fakt, iż w szczycie w Ałmaty zdecydowali się wziąć udział prezydenci wszystkich republik centralnoazjatyckich (ich spotkania w takim gronie należą do rzadkości - poprzednio spotkali się ponad pół roku temu również w kwestii wody), jest potwierdzeniem znaczenia problemu wody dla regionu. Choć szczyt nie przyniósł wymiernych rezultatów, był demonstracją samodzielności polityków centralnoazjatyckich. <wol>