Ekipa Władimira Woronina przetrwała pierwszą, najostrzejszą fazę powyborczego kryzysu. Nadal jednak trwa napięcie polityczne i społeczne, które może przerodzić się w nowe masowe wystąpienia. Bardziej prawdopodobna jest dalsza normalizacja sytuacji politycznej i wzmocnienie pozycji prezydenta Woronina, który na kolejną kadencję zapewni sobie niepodzielną kontrolę nad wszystkimi instytucjami państwa. Będzie to oznaczało zablokowanie procesu europeizacji Mołdawii na kolejne cztery lata.
Protesty i postawa opozycji
Po trzech dniach masowych demonstracji (6-8 kwietnia), w których wzięło udział od 10 do 30 tysięcy osób, fala protestu opadła. Demonstracje zaczęły się spontanicznie jako wyraz sprzeciwu przeciwko domniemanym fałszerstwom wyborczym i dalszym rządom ekipy Woronina. Wiele relacji oraz materiałów audiowizualnych wskazuje, że towarzyszące demonstracjom akty wandalizmu, jak podpalenie pałacu prezydenckiego i parlamentu, dokonywane przez małe grupki posługujące się rumuńską symboliką były zorganizowaną przez władzę prowokacją. Co nie wyklucza tego, że flagi rumuńskie oraz prorumuńskie hasła pojawiały się wśród demonstrantów także spontanicznie. Wśród młodzieży kiszyniowskiej, która stanowiła główny trzon demonstracji, silne są bowiem sympatie prorumuńskie.
Trzy główne partie opozycyjne - Liberalna (PL), Liberalno-Demokratyczna (PLDM) i Sojusz Nasza Mołdawia (AMN) zostały wyraźnie zaskoczone przez demonstracje. Partie te, o profilu liberalno-centrowym, są zwolennikami jednoznacznie prozachodniego kursu Mołdawii i rozwijania bliskich relacji z Rumunią. Nie opowiadają się natomiast, wbrew oskarżeniom władz, za wcieleniem Mołdawii do Rumunii.
Liderzy partii opozycyjnych Vladimir Filat (PLDM), Serafim Urecheanu (AMN) i Dorin Chirtoaca (PL) pojawili się wśród demonstrantów 7 kwietnia. Oskarżyli władze o sfałszowanie wyborów i wezwali do protestów, próbując zarazem bezskutecznie powstrzymać demonstrantów przed atakowaniem budynków rządowych i policji. 12 kwietnia opozycja przeprowadziła jeszcze pokojową manifestację z udziałem ok. 15 tys. osób, ale nie podjęła próby zorganizowania ciągłego protestu, decydując się na legalną drogę rewizji wyniku wyborów. Odmówiła udziału w ponownym przeliczeniu głosów, natomiast udało się jej uzyskać ograniczony dostęp do list wyborczych. Wykryła szereg fałszerstw wskazujących, że od 10 do 30% głosów oddanych 5 kwietnia należało do tzw. martwych dusz. Opozycja oprotestowała wynik wyborów w Sądzie Konstytucyjnym, domagając się unieważnienia wyborów w związku z wykrytymi fałszerstwami.
Działacze opozycji nagłaśniają także i dokumentują liczne przypadki brutalnego pobicia czy wręcz torturowania zatrzymanych przez policję młodych ludzi.
Generalnie opozycja w trakcie kryzysu działała mało zdecydowanie, nie potrafiła wysunąć jasnych i politycznie nośnych haseł, aby skanalizować i wykorzystać potencjał niezadowolenia społecznego. Okazała się też niezdolna do wykreowania lidera. Taka postawa była spowodowana m.in. poczuciem izolacji wywołanym brakiem poparcia ze strony instytucji międzynarodowych i UE oraz obawą przed represjami (aresztowaniami) ze strony władz.
Polityka władz
Władze starały się obarczyć odpowiedzialnością za wystąpienia Rumunię i skompromitować opozycję, oskarżając ją o próbę zamachu stanu i insynuując, że była ona narzędziem rumuńskiego wywiadu. Kiszyniów odwołał swojego ambasadora z Bukaresztu, wydalił ambasadora Rumunii i 9 kwietnia wprowadził wizy dla obywateli Rumunii. Wydalono też rumuńskich dziennikarzy, a innym odmówiono wjazdu do Mołdawii, zawieszono część połączeń komunikacyjnych z Rumunią i zablokowano powrót mołdawskich studentów z Rumunii.
8 kwietnia policja rozpoczęła masowe aresztowania młodzieży (oficjalnie ok. 300 osób, według opozycji - co najmniej 800). Miały miejsce liczne wypadki ciężkiego pobicia zatrzymanych. Pod zarzutem organizacji zamieszek aresztowany został prominentny polityk opozycji Sergiu Mokanu oraz Gabriel Stati, syn jednego z najbogatszych biznesmenów mołdawskich, skonfliktowany z Woroninem.
Jednocześnie, na użytek zewnętrzny, władza czyniła wobec opozycji gesty pojednawcze, apelując o zgodę narodową w imię europejskiej przyszłości kraju. Prezydent Woronin poprosił prokuraturę o udzielenie amnestii aresztowanej młodzieży.
Władze ogłosiły też 15 kwietnia ponowne przeliczenie głosów, jednak wyniki ogłoszone 21 kwietnia były prawie identyczne z ogłoszonymi wcześniej - rządząca PKRM dostała 60 mandatów, a trzy partie opozycyjne 41 mandatów.
Tym z pozoru pojednawczym gestom towarzyszy kampania szkalowania opozycji. Sergiu Mokanu, Gabriel Stati i część aresztowanej młodzieży pozostaje w więzieniu, a władza nie daje opozycji żadnych perspektyw możliwości wpływu na losy kraju.
Polityka UE
Wysocy urzędnicy UE (Benita Ferrero-Waldner, Javier Solana) oraz dyplomaci i politycy państw Unii reprezentujący instytucje międzynarodowe (grecki specjalny koordynator obserwatorów OBWE na mołdawskich wyborach Petros Efthymiou, przewodniczący delegacji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy David Wilshire) w swoich wypowiedziach uznają wyniki wyborów w Mołdawii. Ich wystąpienia, pozbawione jakichkolwiek wyrazów poparcia dla opozycji i sugerujące, że "nieprawidłowości" wyborcze miały charakter marginalny i powinny być rozstrzygnięte przez mołdawskie sądy, oznaczały de facto poparcie dla prezydenta Woronina i jego ekipy. 10 kwietnia Javier Solana zapowiedział co prawda wysłanie do Mołdawii misji, która miałaby zająć się zbadaniem wydarzeń 7-8 kwietnia, ale do dziś misja taka nie została wysłana. Specjalny Przedstawiciel UE w Mołdawii Kalman Mizsei podjął się mediacji między władzą i opozycją, postulując konieczność narodowego pojednania, ale na gruncie uznania wyników wyborów z 5 kwietnia. Polityka unijna wobec kryzysu mołdawskiego stała się zakładnikiem przyjętego 6 kwietnia raportu Międzynarodowej Misji Obserwacyjnej (Parlament Europejski, ODHIR, PACE), który pod wpływem delegacji rosyjskiej dawał generalnie pozytywną ocenę wyborom mołdawskim.
Podsumowanie i wnioski
Chociaż nie można wykluczyć, że napięcie społeczne wywołane brutalnością policji i ewentualne przyszłe decyzje Sądu Konstytucyjnego uznające wynik wyborów i odrzucające wnioski opozycji mogą wywołać nowe demonstracje w Kiszyniowie, to najprawdopodobniej najostrzejszą fazę kryzysu powyborczego Mołdawia ma już za sobą.
Wydaje się, że bez zdecydowanej pomocy ze strony Unii Europejskiej opozycja mołdawska nie będzie w stanie zmusić prezydenta Woronina do żadnych ustępstw. W konsekwencji ekipa Woronina utrzyma w swoich rękach pełną kontrolę nad aparatem państwa na kolejne cztery lata. Oznacza to dalszy regres mołdawskiego systemu politycznego w kierunku czysto fasadowej demokracji, w której jedno ugrupowanie polityczno-biznesowe przy użyciu formalnych i nieformalnych środków kontroluje scenę polityczną, prokuraturę, sądownictwo, wielki biznes. Oznacza to także, iż deklarowana od 2005 roku jako wspólny cel Unii Europejskiej i ekipy Woronina "europeizacja" Mołdawii będzie możliwa tylko w zakresie, który nie naruszy istniejącego systemu władzy i powiązanych z nim układów biznesowych - tak jak to miało miejsce w ciągu ostatnich czterech lat.